Dzisiaj będziemy schodzić na dół(kto by się spodziewał że można schodzić na dół a nie schodzić na górę), dowiemy się że wagony są za lokomotywą, rozmyślać czemu Potter mocniej przytulił Hermionę oraz dowiemy się że prawdziwa Mary Sue ogląda to co jest zza oknem.
Adres:
http://ranyzamkniete.blogspot.com/2013/03/rozdzia-i.html
Analizowała: Liv
- Hermiona! Chodź już, bo się spóźnisz na pociąg! - krzyknęła z dołu mama brązowowłosej.
- Już schodzę mamo! - powiedziała głośniej domykając jedną z wielu, pełnych walizek.
"Jedną z wielu, pełnych walizek". Aha.
Chwyciła walizki i zeszła po schodach na dół. Skoro zeszła to chyba wiadomo że na dół?
Przy drzwiach już czekali na nią rodzice, którzy muszą ją zawieść na stację King Cross. Tata wziął od niej walizki i wpakował je do bagażnika samochodu.
- Wszystko kochanie zabrałaś? - zapytała pani Granger przyglądając się córce. Powinno być: "Kochanie, wszystko zabrałaś?", no ale co tam, pisząc opko nie muszę pamiętać o zasadach gramatyki prawda? Po prostu polszczyzna level hard.
- Tak, wszystko zabrałam. - uśmiechnęła się do matki.
Wyszły z domu i skierowały się do samochodu, gdzie pan Granger już na nie czekał. Hermiona usiała (usiała?) z tyłu i poprosiła tatę od razu o pod głoszenie (Podgłośnienie! Nie ma takiego słowa jak pod głoszenie) muzyki w radiu, bo akurat leciał jej ulubiony kawałek. Cicho sobie nuciła piosenkę pod nosem, a tata ruszył autem. Po niecałych dwudziestu minutach byli już na stacji King Cross. Hermiona zatrzymała się między peronem 9 a 10 i spojrzała na rodziców. Jej matka się już rozklejała.
- Och, mamo. Nie płacz, proszę! Nie jadę tam na zawsze. To mój ostatni rok i już nie będziemy musiały się rozstawać na tak długo. - uśmiechnęła się do mamy i ją przytuliła.
- Wiem kochanie, wiem. Pamiętaj, ucz się pilnie. - powiedziała unosząc brwi ku górze. Zwykle unosi się brwi kiedy się dziwi no ale ok.
- Mamo, proszę Cię! Czy sprawiałam Wam kiedykolwiek jakieś kłopoty z nauką? No właśnie, nie. Nie martw się. Dostaniesz świadectwo z samymi wybitnymi ocenami. - uśmiechnęła się.
- Mam nadzieję. - zaśmiała się.
- Do zobaczenia, przyjadę do Was na święta! - powiedziała i ostatni raz ich przytuliła. Wbiegła w ścianę i znalazła się na peronie 9¾. Jej oczom ukazała się wielka czarno-czerwona lokomotywa z kilkoma wagonami za sobą. (no co ty, a myślałam że przed).
Przy ścianie zobaczyła Harry'ego, Ginny i Rona. Oddała swoje walizki i szybko poszła do przyjaciół.
- Cześć! - uśmiechnęła się do nich.
Rudowłosa od razu skoczyła na nią i ją mocno zaczęła przytulać(I ją mocno zaczęła przytulać. To takie gramatyczne). Ona również się za nią strasznie stęskniła. Można było poznać to po tym, że przez ten uścisk prawie ją dusiła. Wszyscy się zaśmiali, a Harry spojrzał na Ginny i cicho odchrząknął.
- Ginny, my też chcemy się do niej przytulić. - uśmiechnął się.
- Ach, no tak! Przepraszam, za bardzo się za nią stęskniłam! - zaśmiała się ruda.
Po tych słowach Harry przytulił Hermionę dość mocno. Zawsze kiedy się witali nigdy tak mocno jej do siebie nie przycisnął. Przeważnie były to lekkie uściski. Może tak po prostu wyszło. (Hermiona zamiast ucieszyć sie na widok przyjaciela, rozmyśla czemu ten ją tak mocno uścisnął. Kreatywnie) Hermiona nie zauważyła wielkiej zmiany u Rona. Jego rude włosy zrobiły się trochę jaśniejsze, że mógłby robić na drogach nie zakładając nawet kamizelki odblaskowej, bo i tak go widać na kilometr. Do tego miał brązowe rurki i czarną koszulę w kratkę.
- Ronald, widzę, że zmieniłeś w sobie bardzo dużo przez te wakacje. - powiedziała, ale on nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. Rozglądał się po peronie, jakby kogoś wypatrywał.
Osobiście Hermionie nowy styl Rona nie przypadł do gustu, jednak wolała to tolerować, ponieważ był jej przyjacielem. Ważne, że on czuje się w tym dobrze. Usłyszeli gwizdek, co oznaczało, że pociąg lada moment odjeżdża. Szybkim krokiem weszli do pociągu i zaczęli szukać wolnego przedziału. Wszystkie były zapchane, więc postanowili się dołączyć do Luny i Neville'a.
- Cześć Wam, możemy do Was dołączyć? Wszystkie przedziały są zajebane. - zapytał Ronald.
- Ron, wyrażaj się! - niemalże Ginny krzyknęła. - Nie chcę, żeby mój brat przeklinał. U innych mi to nie przeszkadza, ale ty masz przy mnie nie przeklinać. - warknęła.
- Taa. - mruknął i usiadł pod oknem.
Hermiona uniosła brwi ku górze patrząc na rudego. Zmienił się i to strasznie. Nie chciała nawet myśleć co bedzie z nim w szkole. Luna po chwili zaczęła opowiadać jak sędziła (jak sędziła wakacje?) wakacje, więc wszyscy zamienili się w słuch, gdyż to co mówiła, o swoich przygodach było bardzo ciekawe.
***
W tym samym czasie kilkoro Ślizgonów świetnie się bawiło. Niektórym z nich udało się przemycić alkohol, więc nie będą siedzieli na sucho. Blaise siedział naprzeciwko Dracona z wódką pomiędzy nimi. Blaise polewał już kolejną kolejkę, choć dopiero co ruszyli. Draco podniósł kieliszek i lekko stuknął się z kolegą. Przechylił i wypił do dna. Trochę sie skrzywił, po czym rozejrzał wkoło siebie. Zobaczył, że Parkinson patrzy na niego stęsknionym wzrokiem, więc od razu się odwrócił.- Kurwa.. Coś czuje, że ja z Mopsem będę miał w tym roku tak przejebane.. - westchnął. Nie pierdol. Wybaczcie, chciałam jeszcze bardziej zniżyć poziom tego opka.
- Crabbe coś wspominał, że mu się spodobała. Także, na pewno będzie jej pilnował i cały czas z nią przesiadywał, latał. Może będziesz miał spokój. - uśmiechnął się na samą myśl o tym. I żadnych informacji kto to powiedział?
- Crabbe i Parkinson? Całkiem niezłe dopasowanie! - zaśmiał się i wziął butelkę wódki do ręki.
- Coś czuję, że kurwa o własnych nogach to ja stąd nie wyjdę! - stwierdził Zabini.
Draco wybuchł śmiechem i spojrzał na niego.
- Spokojnie, poradzimy sobie. - machnął ręką i spojrzał za okno.
***
Luna ciągle o czymś mówiła, Ronald patrzył za okno, Neville wsłuchiwał się w słowa Luny, a Harry wpatrywał się w Hermionę. Strasznie była tym skrępowana, a jej wzrok błądził po całym wagonie. Starała się nie patrzeć na niego.- Przepraszam, ale muszę się przejść. - powiedziała w końcu i wyszła z wagonu.
Stanęła przy oknie i lekko je uchyliła. Wiatr lekko rozwiał jej włosy. Wpatrywała się w widoki zza oknem(to jest główna bohaterka więc ona nie przygląda się temu co jest ZA oknem, tylko temu co jest ZZA oknem). To wszystko było piękne. Ten ich własny, magiczny świat był cudowny. Do wagonu wszedł Malfoy, trochę ją to zdziwiło, że tu się pojawił, w wagonie dla Gryfonów. Kiedy był coraz bliżej poczuła zapach wódki. Ach, no tak! Przecież oni piją tak już od dwóch lat. Malfoy przeszedł obok niej bez słowa. Nie rzucił jej złośliwej uwagi, a ni(a ni oczywiście osobno) nic. Zdziwiło ją to i szczerze mówiąc przez te wakacje strasznie brakowało jej tych docinków arystokraty.
- Całe wakacje mnie nie widziałeś i ani słowem się do mnie nie odezwiesz? Nie ładnie Malfoy, nie ładnie. - odezwała się w końcu i spojrzała w jego stronę.
- Oj, zamknij się Granger. Nie to jest teraz ważne. Szukam jakiejś toalety, bo się kurwa zleje! - warknął.
- Na końcu wagonu ostatnie drzwi. - wzruszyła ramionami i spojrzała za okno.
Nic nie odpowiedział tylko poszedł do tej toalety. Siedział w niej dobre piętnaście minut. W końcu wyszedł i zaczął się kierować w stronę wagonu ślizgonów. Nie zagadywała już do niego, a on do niej. 'A niech idzie, jeszcze będziemy mieli szanse sie droczyć', pomyślała i sama do siebie się uśmiechnęła. Za oknem już było ciemno, a oni dojeżdżali do Hogsmeade. Hermiona poszła do ich przedziału i zaczęła budzić Ginny, która dalej spała. Po kilkunastu szturchnięciach obudziła się. Narzucili na siebie szaty i czekali aż tylko pociąg się zatrzyma. Po chwili usłyszeli głos Hagrida, który wołał do siebie pierwszoroczniaków. Wyszli z pociągu i skierowali się w stronę powozów, które ciągnęły niewidzialne przez Hermionę stworzenia(Tia, to ona sprawiła że były niewidzialne. Nie widziane aŁtoreczko, niewidziane). Tylko Harry i Luna mogli je zobaczyć, bo byli świadkami kogoś śmierci.
- Jak nazywają się te stworzenia, które tylko ty i Harry widzicie? - zapytała Ginny.
- Testrale, Ginny. - uśmiechnęła się do nich.
Powóz ruszył w stronę Hogwartu. Hermiona spojrzała za siebie i zobaczyła jak Crabbe i Goyle pomagają iść pijanemu Blaise'owi, który śpiewał jakieś piosenki. Draco szedł za nimi i się zanosił śmiechem. Cała ta sytuacja strasznie ich bawiła, ale z wejścia będą mieli przechlapane, za spożywanie alkoholu w pociągu. Z resztą, co ją to obchodzi. Właśnie, sama przyniosła butelkę wódki żeby mieli z Potterem co chlać.
Siedzieli już przy stole i słuchali przemówienia dyrektora, który jak co roku przypominał zasady panujące w szkole. Tak czy inaczej słowa kierował bardziej do pierwszoklasistów, niż do nich, więc niektórzy go nawet nie słuchali. Hermiona wdała się w cichą rozmowę z Ronaldem, bo już mu coś nie spasowało w wystroju szkoły.
- Dla mnie te ciemne mury są za ciemne, powinny być w kolorach jaśniejszych. Te kolory go przytłaczają(kogo?). Nie podoba mi się ten wygląd. Będę musiał porozmawiać z Dumbledorem. Powinniśmy zmienić wystrój szkoły. Może jakiś delikatny róż? - powiedział to na jednym tchu. Tak, pewnie, remont w ciągu roku szkolnego to cudowny pomysł.
- Mi się podoba tak jak jest, a teraz się zamknij i jedz. - warknęła. Jak sie Hermi coś podoba to tak ma byci!!11! Nie morzesz wyrazić właznego zdania!1!!!
- Jestem na diecie, muszę im podać rozpiskę co mogę jeść, a czego nie. - powiedział i się wyprostował.
Hermiona pozbierała szczękę z podłogi, nic już nie odpowiedziała. Pozbierała to teraz musi ją ułożyć
To było ciekawe doświadczenie, za niedługo pojawi sie coś nowego więc czekajcie.
Hej :) zaprosisz mnie do czytania swojego bloga?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam